No dobrze. Mam coś dla Was. Ja troszkę w innym wydaniu niż dotąd.
To nie jest tak,
że bez Ciebie świat się kończy
To nie jest tak,
że bez Ciebie mnie nie ma
Ale wiem,
że kiedyś
pomiędzy latami
jak drzazga
wróci brak
Krótki skurcz
pod samymi żebrami
Ślad po Tobie
bez imienia
To tylko ukłucie
To tylko ścisk
To tylko pamięć,
która oddycha
To tylko zapach,
który nie znika
Bliskość
Bezpieczne miejsce
Dar przynależenia
Twój głos
brzmiący jak uśmiech
i jak grzech,
którego nie żałuję
Oddech życia
nie ten z biologii
Nie ten z podręcznika
Nie ten, żeby przeżyć
Oddech,
który mówi:
zostań
To tylko ukłucie
To tylko ślad
To tylko ciało,
które pamięta
Ulice,
które znają nas
Tramwaj
z jednym wolnym miejscem
Kawiarnia
stolik
klatka schodowa
Drzwi,
za którymi
już nikt
nie czeka
Bez „dzień dobry”
Bez „wracam”
Bez nas
Jak długo będę
mówić do Ciebie na głos
Jak długo
grać w scrabble
z ciszą
Jak długo
mówić dobranoc
do samego powietrza
Kubek
Talerze
Przyprawa po terminie
Rzeczy,
które nie wiedzą,
że już Cię nie ma
A ja jeszcze
przez krótką chwilę
wiem
To tylko ukłucie
To tylko ślad
To tylko ciało,
które pamięta
Podróż w jedną stronę.
Albo w dwie.
Jeśli zdecydujesz.
W tym mieście
nigdy nie jesteśmy sami.
Jesteśmy nocnymi przechodniami,
turystami,
po Bazooka Chicken wciąż głodni
karmimy natrętne mewy.
Urodzinowa kłótnia w New Brighton.
Alkohol na smutno.
Potem, już obcy sobie,
uczymy się akcentów
w Kawern Klab.
Ale przedtem — ten moment.
Chwila przy stoliku w The Atkinson.
Wspólne oklaski.
Okrzyki zachwytu.
To tyle nas.
Jesteśmy nocnymi przechodniami,
turystami,
po Bazooka Chicken wciąż głodni
karmimy natrętne mewy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz