Puk, puk. Czy jest tu ktoś? :)
Ktoś w ogóle jeszcze czyta takie blogi?
Wpadłam tu, bo potrzebuję mojego bezpiecznego miejsca. Ten blog zawsze nim był. Nawet wtedy, gdy targnęłam się na życie, a moi czytelnicy uratowali mnie. To był straszny czas. Naprawdę chciałam odejść. Jednocześnie tak bardzo chciałam podzielić się tym faktem, że zdobyłam się na odwagę i jestem już wolna. Bardzo dziękuję za Waszą interwencję i pomoc.
Ile to już lat? To był chyba 2012 rok. A teraz jest 2026. I jestem tu. Mam za sobą terapię traumy. Długą, bolesną podróż ale też walkę o swoją prawdę, o siebie, wreszcie widzianą w całości.
Po tym gdy zakończyłam terapię, za namową terapeutki i lekarza podjęłam studia psychologiczne. Trudno mi powiedzieć czym jest dla mnie psychologia. Myślę, że bardziej życiem, niż pasją lub hobby.
To wreszcie moje pierwsze studia, nie licząc jednego semestru sprzed lat, kiedy to mój stan zdrowia zwyczajnie nie pozwolił mi na kontynuację. Cieszę się z nich. Cieszę się, że mogę wreszcie funkcjonować jak wiele innych osób. To piękny czas i dobre doświadczenie.
A jak wygląda moje życie obecnie? Zapewne jak wielu ludzi na tej planecie. Zdarzają się dobre i bardzo złe dni. Zmiana jest taka, że bardzo dobrze sobie radzę, nawet z najgorszymi sytuacjami. Nie. Nie jest mi lekko, ani przyjemnie. Owszem, bywa czasem. Ale trauma naznacza na całe życie. I chyba już do samego końca pozostanie we mnie jakiś smutek. W maju skończę 49 lat. To dla mnie bardzo dużo. Nie sądziłam, że dożyję do tego wieku.
Gdybym mogła cofnąć czas i skontaktować z tamtą sobą, która tak bardzo cierpiała, która z trudem funkcjonowała, powiedziałabym jej, że robi świetną robotę. Nic, a nic za mało. I niech dokładnie żyje tak samo, bo to jej tak naprawdę zawdzięczam dzisiejszą siebie. Tobie, Moja Kochana.
Tak. To dobre uczucie. Ciekawa jestem, co powiem sobie za kolejne naście lat. Dzisiaj kończę pewien etap siebie. Wyruszam w nieznaną dotąd drogę, już kolejną. Tak wiele się zmieniło. Żyję całkiem spokojnie. Mam dużo szacunku do siebie, za to jaką osobą się stałam. Lubię swoją mądrość, swoją dojrzałość. Lubię siebie za poczucie humoru, mimo tego całego smutku, który w sobie noszę.
Lubię siebie za to, że umiem mądrze opiekować się sobą. Umiem być dla siebie łagodna. Współczująca. Po tym co przeszłam, ale też dzięki licznym terapiom, mam dla siebie dużo wyrozumiałości, mam jej też sporo dla innych. Tych, którzy nieszczególnie znają moją historię i czasem mogą mnie odbierać niezbyt przyjaźnie. Rozumiem, że prawdopodobnie już na zawsze zostanę dość specyficzna. Ważne, że wiem skąd idę i jak długą drogę przeszłam. Wolę, by ludzie krzywili się na mój widok, niż poczuli się winni, gdyby poznali moją historię. Winni niesprawiedliwej oceny. To nie ich wina, po prostu, chcę chronić świat przed mrokiem, którego doświadczyłam. Nie chcę też widzieć ich zakłopotania czy współczucia. To akurat byłoby zbyt trudne dla mnie. Chcę być już raczej postrzegana, jako ta podstrzelona, nieco ekstrawagancka, zbyt pewna siebie, zbyt na widoku, może nawet przemądrzała. Wolę by tak o mnie myśleli. Niż znali prawdę.
Nikt nie powienien, nie tylko tego doświadczyć, ale nawet się o tym dowiedzieć. Wystarczy, że widziałam miny terapeutów i lekarzy. Ich czułość i troska jest wspaniała, ale też bardzo trudna. Dlatego czasem trauma właśnie chroni nas przed pamięcią. Może wtedy rozszalałe mechanizmy nie świadczą o nas dobrze, ale przynajmniej nikt się nie dowie, nikt nie będzie przerażony, przejęty i nie będzie chciał uchylić nieba takiej osobie. Tak reagują empatyczne osoby, Nie chcę by cierpiały i by chciały mi wynagrodzić to, co mnie spotkało. Zatem zostaję nieco arogancka, nieco niedostępna, bo teraz w moim wnętrzu mieszkają wszystkie zdysocjowane dotąd aspekty mnie, bardzo ostrożne i wrażliwe. To one proszą o nie zwracanie na nie uwagi, Chciały tylko zostać przeze mnie przyjęte i zaproszone wreszcie do życia. Zbyt długo przebywały w ciemnej, wilgotnej piwnicy, skute łańcuchami, znienawidzone przeze mnie, aż wreszcie zupełnie zapomniane. Teraz jedyne czego chcą to zachwycać się błękitem nieba, przyrodą, światem, do którego wcześniej nie wolno im było wyjść.